Start Wystawy czasowe - Waberska u przyjaciół - wystawa malarstwa.

Waberska  u  przyjaciół  -  wystawa  malarstwa.

30.06.  -  31. 08. 2008 r.

 

 

Obrazy  Danuty  Waberskiej   (ur. 1943 r. , dyplom PWSSP w Poznaniu 1969 r.)  zadomowione  w licznych  poznańskich  mieszkaniach   spotkają  się  w  salach  Muzeum  Archidiecezjalnego  ukazując swą  różnorodność.  Są  to  prace  z  różnych  lat,  często  inspirowane  lekturą  Biblii  i  żywą  wiarą. Odnoszą  się  do  współczesnego  życia,  do  życia  ludzi  obcujących  z  tymi  obrazami  na  co  dzień. Autorka  dołącza  tez  prace  powstałe  w  ostatnich  latach,  które  są  jej  własnością.

Wystawa trwa od 30 czerwca do 31 sierpnia

Kliknij w obraz aby otworzyć
Kliknij w obraz aby otworzyć
Kliknij w obraz aby otworzyć
Kliknij w obraz aby otworzyć
Kliknij w obraz aby otworzyć
Kliknij w obraz aby otworzyć

Figura i Osoba albo zmagania z Obrazem

(Artystyczne trudy i sakralne zatrudnienia Danuty Waberskiej)

Gdy w 1969 roku Danuta Waberska kończyła studia malarskie w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu, jej pokolenie artystyczne wpisywało swoją biografię  w sztukę „nowej figuracji”, którą miało współtworzyć, a rówieśnicy literaccy zaangażowali się w tworzenie formacji „nowej fali”. Jednym i drugim, malarzom i poetom po przełomie roku 1968, którzy przeczuwali tragiczny grudzień roku 1970 i pamiętali echa roku 1956 – chodziło o opis i zrozumienie „nowej rzeczywistości” społeczno-politycznej i kulturowej powojennej Polski, a także o spożytkowanie kontrkulturowych wyzwań zbuntowanej młodej Europy i Ameryki dla ich niepokornego myślenia o sztuce.

W tak zarysowanym kontekście artystycznych początków pokolenia Waberskiej widać, że ta laureatka prestiżowych nagród, pomimo akcentowanych w swych pracach związków ideowych z pokoleniowymi rówieśnikami – wybrała rozwiązania konsekwentnie indywidualne, oryginalne,  coraz bardziej osobne, bo najintymniej osobiste. Z taką intensywnością oddała się malarskim studiom persony (strona „formy”) i osoby (strona „treści”) w jej relacjach do samej siebie, sztuki  oraz świata, że aż zdecydowało to o „przeniesieniu” akcentów autorskich  preferencji z „formy” na „treść”, ale o tyle tylko, o ile uwydatniało się przez to przeżycie „niewyrażalne”.

Owo „ponad”, które poza sztuką jest nieuchwytne przemienia się w emanację (u poznańskiej artystki początkowo ponadreligijnego)  s a c r u m. Doprowadziło to Waberską w konsekwencji jej niekonwencjonalnych wyborów do duchowo i malarsko wnikliwej analizy idei buddyjskich, a potem, jakoś w ich świetle, nadało motywom biblijnym wprowadzonym w  „pospolitą” codzienność walor uniwersalizacji. Przykładem niech będzie motyw walki Jakuba z Aniołem, jako  znak zmagania się człowieka z Bogiem i Boga z człowiekiem o – Boga i Człowieka. A to w malarstwie rzecz arcytrudna do rzeczywistego uchwycenia. Jak powiedziała o swojej starszej koleżance malarka Grażyna Strykowska: „Ona figurę wypełniła Osobą”.

Jednakowoż na początku artystycznej drogi Danuty Waberskiej jest, jeszcze szkolny, akt („Akt czarny z zasłoną”, 1969). Pierwsze publiczne „słowo” utalentowanej studentki, potem nagradzanej (np. aż na trzech edycjach prestiżowego Ogólnopolskiego Konkursu im. J. Spychalskiego; 1976, 1979, 1981)  i do końca lat osiemdziesiątych hołubionej przez środowisko – młodej artystki. „Akt czarny...”,  obraz zapowiadający preferencje lat siedemdziesiątych: paleta  chłodu; zimne biele, chłodne błękity, ultramaryny; cienie i czernie... oraz schłodzone mocno światło.  I objawiła się  wielka samotność zranionej nadwrażliwości. Zmrożona dystansem wiwisekcja rozpaczy; powściągnięty wolą i intelektem – ekspresjonizm opuszczenia. Jeszcze inaczej: świetnie malowany „zmysł wyobcowania” (namysł nad nie-obecnością), który w różnych wariantach i przejawach konsekwentnie będzie obecny w twórczości tej malarki aż do lat osiemdziesiątych. W tym okresie powstają płótna, na których tak dogłębnie doznane („obnażone”) wygnanie ducha z „raju ciała” jest weryfikowane przez egzystencjalne oraz intelektualne konteksty. A pierwszą instancją weryfikującą jest spotkanie z  d r u g i m. Z drugą osobą, jako potencjalną pełnią;  jednością ciała-i-duszy ? Nie, z równie obnażonym i osaczonym ciałem, którego bolesna nagość symbolizuje też odarcie z kamuflujących dekoracji, słów oraz społecznych ról. Co powoduje, że kolejne „akty wyobcowania” tworzą wydrążony, anonimowy i zdepresonalizowany tłum  figur wygnanych z pełni i Jedności? Powiedzieć: brak miłości – i pozostawić  słowo „miłość/Miłość”, w kontekście głębokich poszukiwań Wabreskiej,  bez komentarza, byłoby spłaszczającą oczywistością.

Ciało w XX wieku poddane presjom profanum utylitaryzmu, totalitarnym represjom oraz desakralizującym opresjom masowej kultury – pozbawione zostało najgłębszej godności, jaką daje nie tyle emocjonalna psyche i chłodny skalpel rozumu, co nieredukowalna dusza. A ta jest miłością/Miłością poprzez zakorzenienie w transcendencji, jej Źródle, które w niej jest kroplą nieśmiertelności; „wody żywej”. Waberska, idąc krok po kroku, obraz za obrazem, trzeba przyznać, z wielkim bólem wyrzeczenia, w tę stronę dozna rzeczywistej mocy tej chrześcijańskiej Prawdy w momencie mistycznego przełomu w roku 1985. I chyba równocześnie doświadczy uwolnienia od pychy i próżności artystostwa za wszelka cenę. Ale i dotknie ją do żywego „cień” tych decyzji o praktykowaniu pokory, która ćwiczyć się będzie w pracy nad przełamywaniem konwencji i schematów narzucanych przez zamawiających „obrazy służebne”.

Tymczasem trwają sprawdzające malarstwo, artystę, osobę i ich wzajemne relacje „emocjonalne wiwisekcje” oraz intelektualne weryfikacje. Oczywiście, są nimi też, skądinąd bardzo ważne, związki z polską i europejską sztuką oraz innymi malarzami. U wczesnej Waberskiej to guru „do mięsa” obnażonego, wyniszczonego i zdeformowanego ciała - Francis Bacon, z którego odkryciami „na antypodach negacji” w pewnym momencie jest (dojrzewającej i poszukującej pełniejszego r o z u m i e n i a  i głębszego  o d d e c h u) artystce „za ciasno”. Jej – skądinąd Miłoszowe – pragnienie, by „wyjść Poza” – zaprowadzi ją na antypody przygód z malarstwem, gdy stworzy obraz monochromatyczny; wyciszony, rozświetlony  uduchowionym pejzażem i głęboką ekspresją  kojącego horyzontu. W ten sposób Waberska jakby zapowiedziała nieco późniejsze wybory Andrzeja Kurzawskiego. Gdy Bacon, przemieniony w ikonę wpływu, patronował „nowej figuracji” to profesor Kurzawski, napotkany w twórczości młodszej, wyprzedzającej go,  wtedy artystki, mógłby dodawać, swoją do dziś trwającą konsekwencją,  odwagi w postrzeganiu przestrzeni wypełnionej światłem jako duchowo zwaloryzowanej Pustki wolnego (wyzwolonego) Umysłu. Waberska, dzięki twórczej walce wewnętrznej,  przeciwstawiła ją  „krzyczącej pustce”, stylistycznie rodem z Bacon’a. Tak zanikło, na jakiś czas, egocentryczno-egotyczne, przesłaniające świat  i chore na samo siebie „ja”, by mogła objawić się wyzwalająca od upadków ponad siły  -  czysta przestrzeń, światło i cisza.

Rzecz charakterystyczna dla późniejszej pierwszej laureatki wręczanego w poznańskiej katedrze Pierścienia Mędrców Betlejemskich. W jej obrazy już w latach siedemdziesiątych ingerują linie proste, które następnie przechodzą w formy  geometryczne. Wpierw są to interwencje pionu i poziomu, które dynamizując przestrzeń w obrazie jakby  jednocześnie wprowadzają podstawowe „stałe odniesienia”, zarówno dla zagubionego bohatera jak i  odbiorcy dzieła. Są to podstawowe kierunki świata: góra – dół; północ – południe – wschód – zachód oraz lewa i prawa strona. Gdy pion i poziom spotykają się powstaje – krzyż/Krzyż. Jest to bardzo ważne, a w świeckim świecie sztuki, z której wyrugowano sacrum – bardzo radykalne spotkanie i dla samej artystki przełomowe. A wynika z potrzeby odbudowy rzeczywistości u samych jej fundamentów, wcześniej tak radykalnie zniszczonej przez upadek wartości. Niby oczywiste spotkanie dwóch krzyżujących się prostych prowadzi w głąb, wcześniej jakby zawieszonego, judeo-chrześcijaństwa, z wszystkimi, co do dalszych wyborów, tego skutkami.

Jest to tak radykalne „spotkanie u fundamentów”, że artystka musi je niejako kamuflować przez wprowadzenie motywów okien i szyb, ścian i domów, które „neutralizują”   krzyż, jednocześnie dyskretnie oznajmiając jego oczywistą, wbrew ówczesnej ateistycznej ideologii,  obecność w naszej represjonowanej przez totalitaryzm cywilizacji. Rzecz jednak bardziej się niuansuje, gdy przyjrzeć się skutkom pojawienia się okien (w g l ą d), szyb-luster (o g l ą d) i domu (a z y l). Oto w domu persona przestaje być „anonimowym ciałem” i otrzymuje twarz;  obrazy nabierają cech autoportretu we wnętrzu; rany zaczynają się goić  „udomowione”. Ciało staje się prawdziwie osobą, która odkrywa w twórczej kontemplacyjnej samotności, że jest p o d z  i e l o n a strukturą mentalną  (szkło), której wcześniej nie dostrzegała, na siebie-w-świecie i świat-w-sobie. Wyciszonym, „udomowionym” emocjom towarzyszy namysł i ujawnia się, przekraczający ciało i jego zmysły oraz zdeterminowaną mentalność – duchowy Umysł. Umysł zanurzony w uniwersum i przekraczający wdrukowane ideologiczne podziały. Ale odbicia w lustrach szyb są też portretami pod „białymi krzyżami” okiennych podziałów, gdzie p i o n symbolizuje wartości wertykalne (duchowe i wyzwalające), a  p o z i o m  jakości horyzontalne (ziemskie i zniewalające). Tak ujrzane indywidualne „ja” staje się znowu „każdym” poprzez związanie w osobie ciała i ducha, wysokiego i niskiego, indywidualnego i powszechnego we wszechobecne – ukrzyżowanie.. Oto w najbardziej pospolitym, codziennym i oswojonym do nieczytelności banału ujawnia się kosmiczny dramat człowieka. Gdzie zatem szukać ratunku przed  wszelkiego rodzaju determinacjami; od wszechświata, wcielenia i genów począwszy, a na uwikłaniu w historię, biografię i mentalność skończywszy? I w obrazy jako odbicia złudzeń?... Gdzie są więc rzeczywiste obrazy, a właściwie jak odnaleźć ten jeden najprawdziwszy pierwowzór:  Obraz.

Gdy Danuta Waberska w swoich  poszukiwaniach prawdy o człowieku, świecie i malarstwie trafia na nowy problem, początkowo wydaje się, że porzuca dotychczasowe artystyczne oraz intelektualne rozwiązania.  Jednak jakikolwiek eskapizm jest tej wyjątkowo konsekwentnej intelektualnie i duchowo radykalnej malarce – zupełnie obcy. Ona po prostu sprawdza nowe ścieżki i możliwości w drodze do raz obranego celu, którym jest prawda; pomimo wszystko i przede wszystkim prawda Obrazu. Nawet za tak traumatyczna cenę, jaką jest dla artysty zarzut zaprzeczania swoim  najwybitniejszym osiągnięciom i zaparcia się swego talentu.  Dodam, iż czasami wydaje się odbiorcy jej „zrywanych wątków”, jakby ta świetna malarka porzucała swoje osiągnięcia i zdobytą wiedzę i rzucała się w ryzykowną ciemność nowej niewiedzy, w ciemność niezgłębionego jeszcze doświadczenia, by wynieść stamtąd jeszcze głębszą ideę tego jedynego Obrazu...

Tak. W wielu obrazach ta mistycyzująca (hiper)realistka, która zaufała zasadzie poszerzania wiedzy i prawidłom intuicyjnego wsłuchiwania się w głębinowego ducha – jakby „wychyla się przez okno” w swoich kolejnych pracach malarskich  – ku „światom zewnętrznym”: światłu i przestrzeni. W ponowione widzenie „starych problemów” inwestuje dotychczasowe buddyjskie i chrześcijańskie doświadczenie artysty poszukującego nawet w najbardziej spetryfikowanych konwencjach. Oto w otwierającą się wielkomiejska przestrzeń i ożywiające światło nieba nad nią wkomponowane są  martwe ściany obskurnych i bezdusznych miejskich peryferii. Tę martwotę przesłaniającą horyzont ożywiają piony, poziomy, prostokąty okiennych ram. I białe krzyże. Za nimi, jak u Tuwima, „straszne mieszkania” ? Ale nad nimi, nad miastem, wschodzi i zachodzi słońce. Do geometrycznych „zbiorów” poznańskiej malarki; linii, krzyża, trójkątów, kub i brył dochodzi koło i kula. Znaki pełni, harmonii  i doskonałości, które syntezują się w hostię -  Słońca. Boski przejaw wciąż ponawianej łaski oraz mocy życia, które przenika do wielkomiejskich wnętrz przez  „ukrzyżowane” okna i jest przez nie „krzyżowane”. Od tych skojarzeń już niedaleko do hostii słońca nad kielichem wina pomiędzy domownikami oraz Boga ukrzyżowanego w Jezusie, który z człowieczego krzyża wstępuje na niebo jako  łaska wybawiającej świat Miłości. Miłości Miłosiernej w Obliczu z Całunu Turyńskiego pieczętującego swoim światłem niebo nad niemiłosiernym miastem.

To wielki walor Waberskiej: wszystkie swoje obrazy wyprowadza z trudu udręczonego poszukiwaniem prawdy Obrazu ducha, na który składają się wybitny talent, doświadczenie ugruntowane w cierpieniu, wciąż weryfikowana wiedza, mistyczna intuicja, wsłuchiwanie się w głos łaski z wysokiego Serca, które objawia się jako Gołębica Światła.  I mądrość pokory, gdy wolnemu duchowi sztuki narzucane są schematy i konwencje rzemieślniczej maestrii, której szczytowym przejawem jest ikona.  Nawet przez Ostrobramską prześwieca to, co najcenniejsze i bardzo „Waberskie”  w najwybitniejszych jej obrazach: tajemnicze, niepokalanie czyste Światło Pierworodnego Obrazu, do którego pielgrzymuje każde do śmierci udręczone ciało, by poprzez słowa „Jezu ufam Tobie” dostąpić Jego godności. Jedności człowieka i Boga w Jezusie z Nazaretu.

Na podsumowanie oddajmy głos wielkiej admiratorce Danuty Waberskiej, też mieszkance poznańskiej Wildy – Grażynie Strykowskiej: „Światło i technika najwyższych malarskich możliwości budujące f i g u r ę  (formę) i treść oddziela Danutę bardzo od tego, co w malarstwie było, jest i będzie. I to, co ją oddziela, daje jej jednocześnie miejsce w szeregu. Tam ( w tych jej obrazach) widać malarstwo prerafaelitów, widać mistrzów światła. Może i de la Toura, może amerykańskiego malarza Whita? Może widać przez jej kompozycje nurty wielkiego metafizycznego prądu sztuki innych dziedzin XX wieku, szczególnie literatury, poezji? Lecz Danuta jest całkowicie niezależna. I te dwa aspekty jej malowania:  1. brak związków; 2. przeźroczystość jej obrazów z widokiem na całą sztukę dają jej to miejsce (jest „jedyna”). [...] To jest radość rozpoznania, to widać w jej całościowych kompozycjach religijnych czy nie i w pojedynczej figurze owoalowanej Światłem”.   Dodam od siebie – nie z tego świata Światłem. Światłem Jedynego Obrazu.

Tadeusz Żukowski